Nie jesteś zalogowany
Aby się zalogować [Kliknij Tutaj] lub skorzystaj z
formularza po lewej stronie w bloku TWOJE MENU
Aby założyć konto [Kliknij Tutaj]


★★★ Premiery ★★★
MENU

Kategorie

Weryfikacja pobierania

Osiągnięto dzienny limit pobrań. Aby kontynuować, potwierdź, że nie jesteś botem.

Po poprawnej weryfikacji pobieranie rozpocznie się automatycznie, a to okno możesz zamknąć.

Odpowiadasz na komentarz:
BINAH Onkos 2025 Osmose Productions DD FLAC (tracks), lossless
Dodał: sstorrent3
Data: 16-05-2026 01:37:21
Rozmiar: 267.13 MB
Seedów: 0
Peerów: 0
Kondycja:
Zaloguj się aby pobrać


Kategoria: Muzyka Zagraniczna
Zaakceptował: Nie wymagał akceptacji
[?] Pokazuje ile razy plik torrent był pobrany z naszego portalu Liczba pobrań: 1
[?] Pokazuje ilość komentarzy wystawionych na naszym portalu Liczba komentarzy: 0
Ostatnia aktualizacja: 16-05-2026 01:37:22

OPIS:



Official DR value: DR4
Samplerate: 44100 Hz
Channels: 2
Bits per sample: 16
Bitrate: 861 kbps
Codec: FLAC

.::TRACKLIST::.

1. Mount Morphine 23:00
2. The Aftermath 20:21

https://www.qobuz.com/fr-fr/album/onkos-binah/p0v1krtzu1ggb



Binah na swoim trzecim albumie **„Ónkos”** stworzył materiał wyjątkowo ciężki emocjonalnie i sonicznie — nie w banalnym sensie „brutalności”, lecz jako doświadczenie powolnego rozpadu psychiki i ciała. To jedna z tych płyt, które bardziej pochłaniają niż po prostu się ich słucha. Już sam tytuł — odnoszący się do masy, ciężaru, guza czy obciążenia — idealnie oddaje charakter albumu.

Po siedmiu latach od „Phobiate” zespół wraca z dziełem skrajnie skoncentrowanym, złożonym jedynie z dwóch monumentalnych kompozycji: „Mount Morphine” i „The After Evermath”. Łącznie ponad czterdzieści minut muzyki, która nie uznaje kompromisów ani potrzeby natychmiastowego ataku na słuchacza.

„Mount Morphine” rozwija się niczym powolna narkotyczna wizja. Binah nie gra tutaj klasycznego death metalu opartego na ciągłej agresji. Fundamentem są gigantyczne, walcowate riffy osadzone gdzieś pomiędzy death/doomem a atmosferycznym old school death metalem. Można wychwycić ducha dawnych Bolt Thrower, Asphyx czy momentami nawet ciężar wczesnego Paradise Lost, ale Binah nie bazuje na nostalgii. Zespół buduje własny język oparty na repetycji, dronie i hipnotycznym transie.

Największą siłą albumu jest atmosfera kompletnego wyniszczenia. Gitary nie są przesadnie przesterowane w nowoczesny sposób — brzmią organicznie, brudno, ale niezwykle głęboko. Bas pracuje pod spodem jak tektoniczne drgania, a perkusja Storma nadaje muzyce rytualny puls. Bardzo istotną rolę odgrywają też syntezatory i ambientowe tła, które nie służą ozdobnikom, lecz wzmacniają poczucie odrealnienia i chorobowej duszności. W efekcie „Ónkos” momentami przypomina ścieżkę dźwiękową do powolnego procesu biologicznego rozkładu.

Drugi utwór, „The After Evermath”, jest jeszcze bardziej przytłaczający emocjonalnie. Tam, gdzie „Mount Morphine” przypomina zejście w narkotyczny otępiający stan, tutaj pojawia się poczucie nieodwracalnych konsekwencji — pustki po stracie, psychicznego wypalenia i egzystencjalnego wyjałowienia. Album według samego zespołu dotyczy choroby, utraty i tego, co pozostaje po nich w człowieku. I rzeczywiście — tę tematykę czuć w każdym elemencie muzyki.

Produkcja zasługuje na ogromne uznanie. Binah uniknął zarówno plastikowej sterylności współczesnego death metalu, jak i przesadnej lo-fi surowości. Brzmienie oddycha. Każdy instrument ma przestrzeń, a jednocześnie całość tworzy zwartą, duszną ścianę dźwięku. Szczególnie dobrze wypadają niskie częstotliwości — album ma fizyczny ciężar, który w słuchawkach lub na dobrym systemie audio działa wręcz hipnotycznie.

To nie jest płyta łatwa ani przebojowa. „Ónkos” wymaga cierpliwości i pełnego skupienia. Nie oferuje szybkich hooków czy efektownych technicznych popisów. Zamiast tego daje powolne zanurzanie się w stanie psychicznego rozkładu i medytacyjnego ciężaru. Binah stworzył album bardzo dojrzały — death metal świadomy przestrzeni, emocji i narracji.

W czasach, gdy wiele zespołów próbuje grać coraz szybciej i bardziej technicznie, „Ónkos” imponuje właśnie cierpliwością oraz umiejętnością budowania napięcia. To jedna z tych płyt, które zostają w głowie długo po odsłuchu — jak echo czegoś niepokojącego i nie do końca nazwanego.

DETALE TORRENTA: [ Pokaż/Ukryj ]

Podobne pliki
Nie znaleziono podobnych tytułów!

Komentarze
Aby móc komentować musisz się zalogować