|
|
|
Osiągnięto dzienny limit pobrań.
Aby kontynuować, potwierdź, że nie jesteś botem.
Po poprawnej weryfikacji pobieranie rozpocznie się automatycznie,
a to okno możesz zamknąć.
Limbonic Art – Opus Daemoniacal (2024) |
Nie moge powiedziec, zebym byl kiedykolwiek ultrasem Limbonic Art, choc jak wiekszosc szanujacych sie metaluchow wchodzacych w ekstremalne odmiany pod koniec lat dziewiecdziesiatych nie moglem pominac takiego „Moon in the Scorpio” czy „In Abhorrence Dementia” w muzycznej edukacji. I w zasadzie pierwsze cztery albumy dalej lubie i od czasu do czasu do nich wracam.
Natomiast calkowicie polozylem moje meskie przyrodzenie na krazkach wydanych juz w XXI wieku, moze poza „The Ultimate Worship”. Nie ze byly jakos wyjatkowo slabe, cos tam slyszalem, ale nie wywolaly u mnie efektu wow, no a poza tym wtedy interesowal mnie juz troche inny black metal. Jednak informacje o nowej plycie przyjalem z zainteresowaniem i postanowilem z ciekawosci sprawdzic, co tez Daemon tam splodzil. I jak to mowia anglosasi – ciekawosc zabila kota. Wiem o tym. Bylem tym kotem.
Choc moze nie tyle zabila, co pchnela do mysli o samookaleczeniu, bowiem po wielu sesjach z „Opus Daemonical” uwazam, ze moze to byc ciekawszy sposob na spedzanie wolnego czasu. Juz kiczowata okladka ostrzegala, ze sa we mnie dwa smoki i niechybnie zadnemu z nich nie spodoba sie to co uslysze. A ja szedlem w zaparte. I niestety – jestem nie tyle, ze rozczarowany, ile zazenowany. Dawno nie slyszalem takiego przykladu black metalowej cepelii jak w przypadku tej plyty. Pierwsze dwa numery brzmia jak black metalowe covery Running Wild, chwilami chce sie krzyczec cos o abordazu. Refreny i harmonie sa jakby zywcem wyjete z „Port Royal”, jedynie przyspieszone i zblastowane. Po nich wjechal trzeci numer, ktory jakos tam sie bronil, ale moze przez to, ze trwa cos okolo czterech minut i Daemon nie zdazyl w nim niczego spierdolic…? Bo juz kolejny „Vir Triumphalis” to przyklad black metalowo – power metalowego oberka. Nie ma prawa sie *censored* podobac. Po prostu nie ma. Podobnie rzecz ma sie w przypadku „I am Your Demon”, choc tutaj na szczescie nie schodzimy do poziomu kiczu z wczesniej wymienionych numerow – przynajmniej na poziomie muzycznym. Bo o ile slysze teksty, to troche jakby Daemon chcial cofnac sie tak z trzydziesci lat, i miec znow te slodkie szesnascie lat, kiedy to black metalowcy jaraja sie tekstami w stylu „Satan, you are my master!”… a taka grafomania to akurat domena calej tej plyty. I o ile wczesniej moze i rowniez wystepowala, to przynajmniej Limbonic Art nadrabialo muzyka. Teraz niestety nie da sie tak o nich powiedziec.
Na koniec zostaje najdluzszy utwor, dwunastominutowe monstrum „Ars Diavoli”. I tak – tutaj Daemon utrzymuje tendencje znizkowa. Nie pomaga stosowanie dwoch sciezek wokali, gdy muzyka traci totalnym banalem. Wiecie, moze gdyby to nagral jakis mlody zespol, ludzie stwierdzili by „o, graja pod Limbonic Art – tak sobie, ale moze sie jeszcze wyrobia”. No ale tutaj gra Limbonic Art. I calosc wypada bardzo slabo. Jadowitosc riffow zamieniono na muzyczke z gatunku „wies tanczy i spiewa” i choc przy odrobinie zlosliwosci mozna powiedziec o nich, ze zawsze troche balansowali na granicy serowosci swojej muzyki, o tyle na „Opus Daemonical” glownodowodzacy skoczyl na glowke do krainy sera.
No, choc nie przecze ze znajda sie glosy, ze fajny jest ten album. Pewnie, ktos sobie moze tak o nim myslec, o gustach ponoc sie nie dyskutuje, nawet jak sa c*censored*owe. Dla mnie – calkowita strata czasu oraz rozmienianie na drobne nazwy, ktora swego czasu dla wielu osob byla jakoscia sama w sobie.
xrodlo opisu: https://chaosvault.com
Daemon - Everything
.: ANE TECHNICZNE::.
MP3-320kbps
[ Pokaż/Ukryj ]
Podgląd zawartości dostępny jest tylko dla zalogowanych użytkowników.
|
|
|
Podobne pliki |
|
|
|
Nie znaleziono podobnych tytułów!
|
|
Komentarze |
| Aby móc komentować musisz się zalogować
|
|
|