...SIŁA I PIĘKNO MUZYKI TKWIĄ W JEJ RÓŻNORODNOŚCI...
Jeden z pionierów technicznego thrashu, prawdziwa ikona sążnistego młócenia, klasyka gatunku, najpiękniejsi na wyborach mistera roku stanu Nowy Jork i c*censored* wi, co jeszcze. Słowem – Toxik. Kapela równie dobra, co nieznana, a może nawet lepsza. Szlag trafia, gdy próbuje człek wejść w posiadanie takiej perełki, a tu albo brak (bo nagrano wieki temu), albo, jeśli już jest, to tylko dla zwycięzców ostatniego Lotto (bo absurdalnie drogie). Więc miota się człowiek między *censored*mi na eBayu, gdzie czasami ktoś robi porządki w kolekcji i sprzedając krążek chce stać się magnatem finansowym oraz c*censored*ami na Allegro, gdzie nikt nic nie widział, nikt nic nie wie. Aż w końcu przychodzi chwila, gdy — zupełnym fartem — wpada, zmęczony i solidnie wpieniony, człeczyna na reedycję, reedycję za śmieszną kwotę – by jeszcze na koniec dobić. A już na koniec najostatniejszy okazuje się, że płytka na rynku już chwilę jest, tylko dowiedzieć się o tym nie podobna. I tak wygląda droga przez mękę w dostaniu się do klasycznych pozycji thrashu z połowy lat 80tych. Gdy się jednak w końcu trafi na takiego np. Toxika, to radość podwójna, bo nie dość, że płyta w odtwarzaczu, to jeszcze muza kurewsko fajna, fajna, że odtwarzacz bez poganiania włącza „repeat”. Nawet sprzęt czuje, że kręci się nie byle co! A może wy, czytelnicy nasi, nie wiecie? Jeśli tak jest, to nawet się z tym nie afiszujcie, tylko w te pędy zapierdalajcie do sklepu, nawet nocnego (;]) byle tylko nadrobić ten haniebny brak. Otóż w czasach, kiedy thrash świętował swoje dni chwały, dobrych albumów przybywało wykładniczo, ten nowojorski kwartet postanowił pokazać, że to, co się dzieje, to jeno blotka w porównaniu z tym, co ma się dziać. Przed Toxik może ze cztery kapele potrafiły się zdobyć na takie granie, w tym arcyklasyczne Watchtower, Coroner, Juggernaut, Mekong Delta oraz duma prawdziwych Polaków – Wilczy Pająk. To są kapele, z którymi może się mierzyć Toxik, pozostałe do pięt nie dorastają. A dlaczego? Przede wszystkim fantastyczny, speedowy klimat i motoryka. Żadnego rozwolnienia, męczenia bądź wycieczki KPEiR – do przodu i to bez trzymanki. Po drugie, z czym wielu może się nie zgadzać (ich sprawa, że się nie znają) – wokale. Siła śpiewu Mike’a Sandersa jest porażająca, bije o dwie długości większość dzisiejszych chałturników, a oprócz tego wchodzi w takie rejestry, że specjalnie dla niego komisje międzynarodowe tworzyły nowe skale. A przy tym, nie jest to w najmniejszym stopniu ani cipowate ani delikatne – Mike Sanders śpiewa, jak gdyby właśnie stoczył walkę na corridzie. Zresztą zajrzyjcie na YT, tam jest kilka klipów live. Dalej – pomysły na utwory. Niby tylko do przodu, a taka różnorodność. Każdy kawałek ma swój klimat, każdy jest nieco inaczej skomponowany – raz akcent idzie na melodie, innym razem podbijany jest bas. Ale to, co kręci wora najbardziej to, oczywiście, gitary. Josh Christian, dziękuje i do widzenia. Dowód będzie jeden, bo nawet mi się więcej pisać nie chce – solówka w tytułowym World Circus. Smacznego.
deaf
1. Heart Attack
2. Social Overload
3. Pain And Misery
4. Voices
5. Door To Hell
6. World Circus
7. 47 Seconds of Sanity / Count Your Blessings
8. False Prophets
9. Haunted Earth
10. Victims
Bass - Brian Bonini
Drums - Tad Leger
Guitar - Josh Christian
Vocals - Mike Sanders
https://www.youtube.com/watch?v=R3QEFQ9ZFis
SEED 15:00-22:00.
POLECAM!!!
[ Pokaż/Ukryj ]
Podgląd zawartości dostępny jest tylko dla zalogowanych użytkowników.
|