Nie jesteś zalogowany
Aby się zalogować [Kliknij Tutaj] lub skorzystaj z
formularza po lewej stronie w bloku TWOJE MENU
Aby założyć konto [Kliknij Tutaj]


★★★ Premiery ★★★
MENU

Kategorie

Weryfikacja pobierania

Osiągnięto dzienny limit pobrań. Aby kontynuować, potwierdź, że nie jesteś botem.

Po poprawnej weryfikacji pobieranie rozpocznie się automatycznie, a to okno możesz zamknąć.

Odpowiadasz na komentarz:
EDGE OF SANITY - PURGATORY AFTERGLOW (1994/2021) [WMA] [FALLEN ANGEL]
Dodał: Fallen_Angel
Data: 28-04-2024 08:47:26
Rozmiar: 357.23 MB
Seedów: 0
Peerów: 0
Kondycja:
Zaloguj się aby pobrać


Kategoria: Muzyka Zagraniczna
Zaakceptował: Nie wymagał akceptacji
[?] Pokazuje ile razy plik torrent był pobrany z naszego portalu Liczba pobrań: 14
[?] Pokazuje ilość komentarzy wystawionych na naszym portalu Liczba komentarzy: 0
Ostatnia aktualizacja: 28-04-2024 08:47:29

OPIS:

...SIŁA I PIĘKNO MUZYKI TKWIĄ W JEJ RÓŻNORODNOŚCI.



Edge Of Sanity poznałem po „The Spectral Sorrows” i natychmiast oszalałem na ich punkcie. Słuchałem tego zapamiętale i w ogóle mi się nie nudziło. Nie dziwne jednak, że na następną płytę czekałem z niecierpliwością i kupiłem ją natychmiast po wydaniu. Choć apetyt był duży i poprzeczka podniesiona wysoko to „Purgatory Afterglow” nie zawiódł mnie ani troszeczkę. Wręcz przeciwnie, ta płyta całkowicie mnie pochłonęła i spowodowała, że na następny długi czas zacząłem uważać Edge Of Sanity za swój ulubiony zespół.

Encyklopedia „The Metal Archives” podaje, że pierwotnie miał być to materiał na dwie EPki prezentujące dwa oblicza Edge Of Sanity, czyli to bardziej klasyczne heavy i mocniejsze death. Na szczęście jednak wytwórnia Black Mark odwiodła ich od tego obawiając się klapy sprzedażowej. Tak więc album został zmontowany z dwóch odrębnych koncepcji muzycznych i faktycznie utwory na nim zawarte są bardzo różnorodne. Mi jednak absolutnie w niczym to nie przeszkadza, a właściwie to jest dokładnie odwrotnie. Płyta przez to jest wyjątkowo atrakcyjna. Co chwilę pojawia się kolejny kiler zupełnie inny od poprzedniego, a łączy je, oprócz pewnych cech wspólnych dla zespołu, to, że wszystkie są po prostu wyśmienite.

Te cechy wspólne to kozackie gitary i wokal. Może to granie nie jest ani bardzo brutalne, ani skomplikowane technicznie, czy naszpikowane wirtuozerskimi popisami, ale jest bardzo porywające, a poszczególne zagrywki wchodzą wprost idealnie. Tu aż roi się od takich fajnych melodyjek, które świetnie splatają się z partiami wokalnymi. To samo właśnie dotyczy śpiewu. Głównie hiciarskich refrenów, ale również głosu poza refrenami. Czy zdarty growling, czy czysty śpiew, wszystko wychodzi fantastycznie. „Purgatory Afterglow” to po prostu majstersztyk kompozycyjny i to jest największy atut tej muzyki.

Zaczyna się delikatnie i ten pierwszy „Twilight” ma swój tajemniczy klimat. Rzecz dzieje się w mistycznym świecie tańczących duchów, które bohater obserwuje z przerażeniem połączonym z fascynacją. To jest najdłuższy kawałek, trwa prawie osiem minut, a w środku też ma taki spokojny, ale niepokojący fragment. Całościowo jednak jest to zajebiste uderzenie z super refrenem: „Oh, I’m in the twilight world tonight…” Tak samo zresztą jak wchodzący z hukiem drugi „Of Darksome Origin”: „Of darksome origin, bring life to the dead.” Masakra.

„Blood – Colored” zaczyna się tak właśnie heavymetalowo z czystym wokalem, ale potem się rozkręca i znowu jest jazda: „The X-machines just wiped away all life. The blood – colored sky”. Warto jednak podkreślić, że te momenty czysto śpiewane też są bardzo fajne i nadają kolorytu, a nie psują kawałek. Podobnie rzecz się ma w „Black Tears”

Nie wymienię tu wszystkich numerów, co nie znaczy, że nie warto ich posłuchać. Ta płyta nie ma słabszych fragmentów, ma tylko lepsze. Ja wyjątkowo lubię jeszcze „Velvet Dreams” - utwór bardzo dobry wokalnie.

Końcówka jest już trochę inna. Już przedostatni „The Sinner And The Sadness” jest taki bardziej toporny, ale prawdziwym wynalazkiem jest dopiero zamykający całość „Song Of Sirens” z wręcz noiseową, gnuśną i walcowatą atmosferą.

Co tu dużo opowiadać, to trzeba przeżyć samemu. Nie wiem czy wszyscy podzielą mój entuzjazm, ale dwadzieścia lat po tym jak się tym jarałem wciąż czuję tą moc i płyta wydaje mi się całkiem świeża. Kto nie zna polecam się przekonać.

Album poświęcony jest pamięci Kurta Cobaina.

Wujas


Jedna z najlepszych płyt od Edge Of Sanity, za którą kryje się dość dziwna i nieco zawiła historia. Otóż, podczas powstawania "Purgatory Afterglow" zespół przed jego premierą wydał epkę ("Until Eternity Ends") z materiałem, który według nich nie pasował do stylistyki "Purgatory...", a potem, gdy już skompletowano "właściwe" utwory, założyli oni sobie...rozłożyć album na dwie kolejne epki. Pierwsza miała ukazywać tradycyjnie death metalową stronę Edge Of Sanity ("Purgatory"), druga z kolei ich łagodniejsze oblicze ("Afterglow"). O takim rozwiązaniu Boss z Black Mark Production słyszeć jednak nie chciał i - wbrew pierwotnym założeniom - wymusił na kapeli Swanö wydanie tego w "pełnej" formie. No i prawdopodobnie uczynił dyskografii Edge Of Sanity wiele dobrego! W końcu, wydawanie tylu epek w tak krótkim czasie nawet w tym 1994 roku mogłoby być odebrane jako sztuczne nabijanie kasy, no a same płyty mogłyby zostać niesłusznie pominięte.

Po drugiej stronie, zespół faktycznie tutaj trochę poszalał. "Purgatory..." przebija poprzednie wydawnictwa pod względem różnorodności, sięga do większej ilości stylistyk, a z początku może się on nawet wydawać czymś niespójnym i skomponowanym bez ładu. Właśnie, wydawać. Im głębiej w jego zawartość, tym bardziej dostrzega się w nim sens i jeszcze trudniej sobie wyobrazić muzykę bez tak licznych dodatków jaka się tu finalnie znalazły. Poza tym, w graniu EoS nadal na pierwszym planie pozostało tu wszystko co death metalowe i dalekie od radiowych smętów (a tyle "piachu" w gitarach nie osiągnęli ani wcześniej ani później!).

Talent do łączenia ciężaru z rockowymi melodiami i progresją po prostu na tej płycie eksplodował w jeszcze większym stopniu niż na "The Spectral Sorrows". Przykładem mogą tu być "Of Darksome Origin", "Elegy", "Silent", "Twilight" czy "Velvet Dreams" podobnie zadziorne i rozbudowane ponad tradycyjne schematy, a przy tym odpowiednio hiciarskie i bez tanich melodyjek, ale tak naprawdę znaczna większość z tracklisty. Psikusy na "Purgatory Afterglow" znalazły się dwa: "Black Tears", czyli ostrzejsza wersja HIM (w sumie to...przed zadebiutowaniem samego HIM!) i "Song Of Sirens" (wyjątkowo zaśpiewany przez gitarzystę Samiego Nerberga), będący czymś na kształt mixu Pantery oraz Machine Head, a tak szczerze, to będący czymś niestety średnio potrzebnym i - pomimo sporej różnorodnością krążka - niedopasowanym do reszty utworem. Co by jednak nie mówić, "Purgatory..." to i tak kawał znakomitej muzyki; takiej, której nawet małe nieścisłości nie szkodzą. Dawka kombinowania i progresji jest na nim jeszcze większa niż na "The Spectral...", a jednocześnie żadnych oznak wymiękania na niej też nie idzie się doszukać. Na "Purgatory Afterglow" zespół Swanö po prostu poszerzył poprzednią formułę o nowe rozwiązania, zachowując swój charakterystyczny, death metalowy styl, ale i wcześniejszy wysoki poziom.

[Trochę subiektywizmu]


Długo można by się spierać, który krążek Edge Of Sanity z chwalebnej trójcy „The Spectral Sorrows”-Purgatory Afterglow-„Crimson” jest tym najlepszym w karierze zespołu, bo za każdym z nich przemawiają pierońsko mocne argumenty. Łatwiej, a na pewno szybciej będzie skonstatować, iż wszystkie trzy są dosyć zajebichne i stanowią piękne przykłady niegdysiejszej szwedzkiej death metalowej potęgi. Z tego grona Purgatory Afterglow to bodaj największy komercyjny sukces zespołu. Należy dodać, że sukces w pełni zasłużony, bo trudno wskazać tu jakieś konkretne uchybienia. Album wyraźnie różni się od poprzedniego, ale to akurat można powiedzieć i o pozostałych, ważne, że sam styl Szwedów pozostał nienaruszony i w pełni rozpoznawalny. Co ciekawe, ewolucja w muzyce dokonała się w kilku, czasem zupełnie przeciwnych kierunkach – jest zatem brutalniej/szybciej niż wcześniej (do tego wyjątkowo dużo piachu w brzmieniu gitar), a jednocześnie bardziej melodyjnie i lajtowo.

Te granice ponaciągano jednak na tyle inteligentnie, że pomiędzy nimi nie pojawiły się żadne pęknięcia i wszystko zachowało naturalną spójność. Innymi słowy: różnorodność po byku. Jak trzeba – Edge Of Sanity piłują ekstremalnymi riffami i blastują na całego, potrafią nawet udanie zacytować Carcass („Song Of Sirens”), innym razem (albo i w tym samym kawałku) wjeżdżają z klawiszami, czystym wokalem i patentami ewidentnie miętkimi. Najdziwniejsze, że z jakichś względów te elementy pozostają w harmonii i nawet to skoczne okołogrunge’owe cholerstwo „Black Tears” (za pierwszym razem powoduje szok, a zrobili do tego teledysk) trzyma się kupy pośród ciosów pokroju „Of Darksome Origin” czy „Elegy”. Jasne, dla ucha nieprzywykłego do specyfiki tej kapeli płyta może być co najmniej dziwna, nawet niespójna, ale to uczucie powinno minąć szybciej niż żałoba narodowa, bo Purgatory Afterglow to przede wszystkim mocny, cholernie chwytliwy materiał, który aż domaga się kolejnych przesłuchań. Do tego dawka muzyki jest w sam raz (45 minut), by wywołać pewien niedosyt.

demo

One of the best albums from Edge Of Sanity, behind which there is a rather strange and a bit complicated story. Well, during the recording of "Purgatory Afterglow" the band released an ep ("Until Eternity Ends") with material that they thought did not fit the style of "Purgatory...", and then, when the "right" songs were completed, they put together that...they broke the album down into two more eps. The first was to show the traditional death metal side of Edge Of Sanity ("Purgatory"), the second was to show their softer side ("Afterglow"). However, Boss from Black Mark Production did not want to hear about such a solution and - contrary to the original assumptions - forced the Swanö band to release it in "full" form. And he probably did a lot of good to the Edge Of Sanity discography! After all, releasing so many eps in such a short time even this 1994 would be perceived as artificial exploiting money, and the records themselves could be unjustly skipped.

On the other side, the band actually went a little crazy here. "Purgatory..." beats the previous releases in terms of variety, reaches more styles, and at first it may even seem something incoherent and composed without order. Exactly, may even seen. The deeper into its content, the more sense it sees in it and the harder it's to imagine music without so many additions that finally found its way here. Besides, in style of EoS, everything that is death metal and far from radio friendly boredom in the foreground (and they did not achieve so much "sand" in guitars either earlier or later!).

The talent for blending death metal sound with rock melodies and progression just exploded even more on this record than on "The Spectral Sorrows". An example here can be "Of Darksome Origin", "Elegy", "Silent", "Twilight" or "Velvet Dreams" similarly aggressive and extended beyond traditional patterns, and at the same time suitably hitty and without cheap melodies, but in fact the vast majority of tracklists. There are two pranks on "Purgatory Afterglow": "Black Tears", which is a stronger version of HIM (actually...before the debut of HIM itself!) and "Song Of Sirens" (exceptionally sung by guitarist Sami Nerberg), which is something on the shape of the mix of Pantera and Machine Head, and honestly, it's something unfortunately not very necessary and - despite the large variety of the disc - a track that does not match to the rest. Anyway, "Purgatory..." is a piece of excellent music; one that does not harm even small inaccuracies. The dose of combining and progression is even greater on it than on "The Spectral...", and at the same time no signs of softening on it are also not found. On "Purgatory Afterglow" the Swanö band simply extended the previous formula with new solutions, keeping their characteristic death metal style, but also the previous high level.

[Trochę subiektywizmu]




1. Twilight   7:51
2. Of Darksome Origin   5:02
3. Blood-Colored   4:00
4. Silent   5:05
5. Black Tears   3:15
6. Elegy   3:57
7. Velvet Dreams   7:10
8. Enter Chaos   2:24
9. The Sinner And The Sadness   3:06
10. Song Of Sirens   2:33




Dan Swanö - lead vocals, lead guitar (on tracks 3, 4 and 5), acoustic guitar (on track 5), harmony guitar (on tracks 6 and 9), keyboards (on tracks 1 & 5)
Andreas Axelsson - lead vocals (on track 10), backing vocals (on tracks 2 & 7), lead guitar (on track 8), rhythm guitar, harmony guitar (on track 7)
Sami Nerberg - lead vocals (on track 10), lead guitar (on track 8), rhythm guitar
Anders Lindberg - bass guitar
Benny Larsson - drums, percussion




https://www.youtube.com/watch?v=bL3QZAGDgKI



SEED 14:30-23:00.
POLECAM!!!

DETALE TORRENTA: [ Pokaż/Ukryj ]


Komentarze
Aby móc komentować musisz się zalogować